Ultramaraton – przygoda, którą warto przeżyć

W bieganiu jest łatwiej – wszystko powyżej maratonu, czyli 42,195 km jest ultramaratonem. W kolarstwie nie jest już tak prosto, ponieważ oprócz samego dystansu należy brać pod uwagę także rodzaj roweru i teren w jakim wyznaczona jest trasa.

Dla wyścigów MTB ultramaratony to dystanse powyżej 150 km. Dla wyścigów szosowych i gravelowych do ultra zaliczymy dystanse powyżej 300 km. Jednak nadal nie daje nam to w pełni definicji ultramaratonu. Czym jest więc prawdziwe ultra? Ilu ultramaratończyków, tyle odpowiedzi na to pytanie. Dla jednych to faktycznie pokonanie na rowerze wyznaczonej trasy powyżej tych 300 km, dla innych prawdziwe ultra zaczyna się tam, gdzie przekracza się granice własnej wytrzymałości, gdzie walczy się z organizmem, ze zmęczeniem ponad siły i z własną głową.

Fenomen kolarskich ultramaratonów w mojej ocenie bierze się stąd, iż pozwalają one każdemu z nas przeżyć je na własny, indywidualny sposób. Na starcie wyścigu, w którym do przejechania jest 615 km, a limit czasu na pokonanie takiej trasy to 144 godziny, spotkamy ludzi o zupełnie innych celach i innych motywacjach do udziału w takiej imprezie. Będzie grupa prawdziwych „ścigaczy”, czyli tych, którzy ten dystans pokonają tzw. longiem (bez snu, bez zbędnych przerw, praktycznie nie zsiadając z roweru), będzie też grupa, która zaplanuje czas na krótką drzemkę, gdzieś na dziko, wioząc ze sobą cały potrzebny sprzęt biwakowy i będzie też pokaźna grupa osób, które podzielą trasę na odcinki nie dłuższe niż 150 km dziennie, zaplanują noclegi w pensjonatach czy hotelach i przy dużej swobodzie i na niewielkim zmęczeniu dojadą szczęśliwie do mety. Każdy z nich będzie ultramaratończykiem, każdy z własnym osiągniętym bądź nie celem, każdy z własną historią i satysfakcją.

Ja osobiście należę do tej pierwszej grupy osób. Wyścigi mają dla mnie charakter mocno sportowy. Mój udział w ultramaratonach poprzedzają długie przygotowania, treningi kolarskie i motoryczne. Podczas samych zawodów daję z siebie absolutnie wszystko, wielokrotnie przesuwając granice wytrzymałości mojego ciała. Dla mnie ultra to walka z samym sobą, to hartowanie własnego charakteru, to przejmowanie całkowitej kontroli nad ciałem przez umysł. Dystanse do 800 km jeżdżę bez snu, choć zawsze przekonuję, że nie dystans jest dla nas prawdziwym wyzwaniem, a czas spędzony na rowerze. 48h jazdy non stop to moja granica na ten moment. Być może uda mi się ją jeszcze przesunąć. Niemniej ogromnie szanuję i podziwiam każdego, kto mierzy się z ultra. Każdy, bez względu na wynik jaki osiąga na mecie jest zwycięzcą we własnej osobistej walce. I to właśnie jest godne szacunku.

W ultramaratonach zwłaszcza gravelowych uwielbiam ich atmosferę. Wszyscy uczestnicy tworzą fantastyczny klimat jednej wielkiej kolarskiej rodziny. Spotykamy się na afterparty, rozmawiamy, dzielimy swoimi kolarskimi opowieściami, wspomnieniami z innych wyścigów czy przejechanych wspaniałych tras. Zaciera się różnica pomiędzy tymi, którzy przyjeżdżają na metę po 28h, a tymi, którzy docierają 3 dni później. Łączy nas wspólna pasja, czysta przyjemność z jazdy na rowerze, wzajemne zrozumienie wynikające ze wspólnych przeżyć. Gravelowe ultra to też wspaniała okazja do poznania różnych zakątków naszego kraju. Nie ma już województwa czy krainy geograficznej, w której nie odbywałby się jakiś ultramaraton. I fantastycznie, bo każda sportowa impreza rozwija też teren lokalnie.

Zastanawiasz się czy ultramaraton to impreza dla Ciebie? Wahasz się przed debiutem?

Jeśli nie wiesz jaki wyścig wybrać na swój debiut, wybierz taki, który odbywa się w formule pętli, tzn. start i meta znajdują się w tym samym miejscu. Ma to ogromne znaczenie logistyczne. Zazwyczaj bazą takich zawodów jest jakiś kompleks hotelowy, w którym można zarezerwować nocleg przed startem, czy odpocząć już na mecie. Można też dojechać własnym samochodem, nie martwiąc się później o pozostawienie go na miejscu. Wybierz trasę ok. 400 km. Można podzielić ją na dwa odcinki po 200 km (tyle da się na spokojnie przejechać jednego dnia), zaplanować nocleg i pod wieczór dnia następnego dotrzeć do mety. Jeśli chciałbyś spróbować jazdy longiem, 400 km to też najlepszy dystans na debiut. Czeka Cię jedna noc bez snu. Da się to przeżyć bez większych problemów. Wybierając wyścig, zwróć też uwagę na ilość planowanych przewyższeń na trasie. Wiadomo, że im więcej, tym czas naszego przejazdu będzie dłuższy, a jak pisałam, to nie dystans zazwyczaj jest wyzwaniem, a czas spędzony na rowerze. Krajoznawcze uroki trasy też mają ogromne znaczenie. Lubimy jeździć tam gdzie jest pięknie, gdzie widoki zachwycają, a przestrzenie rekompensują nasze wysiłki. Takich miejsc na szczęście nam nie brakuje. Warto zwrócić jeszcze uwagę na to, czy trasa wyścigu przebiega przez tereny zamieszkałe, tzn. czy wystarczająco często będzie okazja do uzupełnienia zapasów jedzenia i picia. Odżywianie i nawodnienie to absolutna podstawa. Musisz o to zadbać najbardziej. Jeśli nie będzie sklepu co średnio 3/4 godziny twojej jazdy, będziesz musiał zapas jedzenia wozić na rowerze, co spowoduje wzrost wagi roweru, a to z kolei zwiększy trudność pokonywania trasy.

Z całą pewnością znajdziesz idealną imprezę, która pozwoli Ci złapać ultra bakcyla. Jest tylko jedno ryzyko – jeśli już go złapiesz, ciężko będzie się go pozbyć. Bo ultramaratony wciągają na dobre. Ja gwarantuję jedno – przeżyjesz wspaniałą przygodę, poznasz świetnych ludzi, podobnych rowerowych zapaleńców, zapragniesz więcej. Do zobaczenia na trasie!

Agnieszka Wojtala