Raty 0% w sklepach Giant Store!  Dowiedz się więcej

Mam marzenie – podejście mentalne w treningu kolarskim

Kiedy marzenie, które w Tobie zakiełkowało zamienisz na cel, stanie się ono konkretnym punktem na Twojej drodze. Musisz pamiętać, że określony przez Ciebie cel powinien mieć właściwe cechy. Musi być mierzalny, określony w czasie, zaakceptowany całkowicie przez Ciebie i realny. Zwłaszcza ta ostatnia cecha może na pozór nie pasować nam do marzeń, które zazwyczaj wydają się nam właśnie nierealne do spełnienia. Jak więc sobie z tą realnością poradzić? Spróbujmy na konkretnym przykładzie.

Zdjecia: Agnieszka Wojtala

Odkąd zaczęłam trochę więcej jeździć na rowerze, szukałam dla siebie miejsca w kolarskim świecie. Kocham wyprawy rowerowe, podróżowanie wielogodzinne i wielodniowe z całym ekwipunkiem po bezdrożach, lasach, pustkowiach. Szukanie nowych dróg, wytyczanie tras, nawigowanie, zwiedzanie i błądzenie nawet. W naturalny sposób moje serce podążało do ultramaratonów, które zaczęły się w ostatnich latach pojawiać na naszym rowerowym „rynku”. Jednym z pierwszych była Wisła1200. Obserwowałam jej pierwszą edycję z zapartym tchem, kibicowałam i rozmyślałam o tym, czy ja mogłabym kiedyś tak przemierzyć Polskę, jadąc 1200 km samotnie, ściągając się z czasem, własnymi słabościami i innymi współtowarzyszami podróży. I stało się to moim marzeniem. Zostać ultrasem, przejechać Wisłę i przeżyć, zostać kropką na mapie, która samotnie przesuwa się gdzieś tam po trasie. Nosiłam to marzenie w sobie przez rok, aż dojrzałam do tego, aby zamienić go na cel spełniający określone powyżej cechy.

Mój cel: ukończyć wyścig Wisła 1200 w 2021 r. Był mierzalny – nawet taki zero – jedynkowy. Był jasno określony w czasie. Był przeze mnie całkowicie zaakceptowany, przemyślany, wyhodowany w moich snach, przeanalizowany wielokrotnie. No i ostatnia cecha - realność. Tu niestety początkowo pies został pogrzebany, gdyż przejechanie 1200 km w dobrym czasie wydawało mi się całkowicie nierealne 😊.

Głęboko przeanalizowałam to, czego potrzebuję, aby ten cel stał się realny. Potrzebowałam porządnego fizycznego przygotowania. Dałam sobie na to przygotowanie rok. Aby się przygotować, potrzebowałam trenera, który mi w tym pomoże. Moje wcześniejsze przygody z rowerem były całkowicie rekreacyjne. Jeździłam w różnych rowerowych grupach, jeździłam na dłuższe bądź krótsze wyprawy, ale nigdy nie miało to nic wspólnego z wyścigami. Nigdy też wcześniej nie trenowałam regularnie. Tak powstał plan działania, który urealnił postawiony przeze mnie cel. Znaleźć trenera i rozpocząć treningi wydaje się dużo łatwiej niż przejechać 1200 km nonstop 😊.

Plan ten oparł się na głównie na treningu. Wprowadziło to w moje życie wielkie zmiany. Nagle potrzeba było znaleźć czas i przestrzeń dla sześciu treningów w tygodniu. To było prawdziwe wyzwanie dla całej mojej rodziny i przyjaciół. Zmieniły się znacząco moje priorytety, sposób spędzania czasu, sposób organizacji dnia codziennego i weekendów. Wszystko się zmieniło. Codzienność często stawiała czynny opór, moje ciało się buntowało, zwłaszcza na początku, przeciwko katorżniczej pracy na siłowni. Zmiana stylu życia nie przychodziła łatwo. Ale nie poddałam się własnym wymówkom. Wytrwanie i konsekwencję czerpałam z wizji realizowanego marzenia, to jest najsilniejsze w nas. To nadaje sens każdemu treningowi i wysiłkowi jaki podejmujemy.

Joe Friel w „Biblii treningu rowerowego” zwraca uwagę na to, iż u podstaw kolarstwa leżą setki myśli i małych decyzji, które każdego dnia określają to, kim jesteśmy. Mają one co najmniej tak duży wpływ na wyniki przez nas osiągane jak to, ile kilometrów przejedziemy podczas przygotowań. Motywacja zaczyna się od zaangażowania w osiągnięcie celu. Im ambitniejszy cel, tym bardziej codzienne działania powinny sprzyjać jego realizacji. Tak było także w moim przypadku. Wytrwałość, wielka determinacja, zaangażowanie na poziomie 200% w każdy trening, ciągłe szukanie sposobów na pogodzenie wszystkiego, a nie powodów do rezygnacji – to dość dobry przepis na realizację celu, a w konsekwencji spełnienie marzenia.

Stanęłam na starcie Wisły 1200 3 lipca ubiegłego roku. Przejechałam 1200 km w czasie 115h zajmując 1 miejsce wśród pań. Nic tak w życiu nie smakuje jak spełnione marzenie. A im trudniej tego dokonać, im więcej zabiera nam to czasu i wysiłku, tym  większą przynosi satysfakcję. Jadąc te setki kilometrów zastanawiałam się czy naprawdę nie mogłabym sobie znaleźć jakiś mniej wymagających wyzwań, ale jednocześnie byłam niesamowicie szczęśliwa. Ukończenie tego wyścigu i dodatkowo wygrana w nim dało mi ogrom satysfakcji i szczęścia i wiarę w to, że niemożliwe naprawdę nie istnieje. Napełniło mnie mocą, pewnością, że wszystko leży w moich rękach i zmieniło moje dotychczasowe życie bardzo. Było warto 😊.

Zdjecia: Agnieszka Wojtala

Jeśli chcesz coś osiągnąć w kolarstwie, zamień to w marzenie. Następnie z tego wypielęgnowanego marzenia uczyń cel. Podążaj do niego niestrudzenie. Na końcu czeka Cię najwspanialsza nagroda – własna satysfakcja.

Moje marzenia nie mają peselu ani ograniczeń. Wasze też nie powinny mieć! Zamieńcie marzenia na cele i zacznijcie je realizować, nie traćcie czasu! Czeka Was fantastyczna droga, na której życzę Wam powodzenia 😊. Niech się marzenia realizują!

Agnieszka Wojtala - rowerowa pasjonatka, która aktualne kolarskie życie dzieli pomiędzy jazdą na gravelu i na szosie..

To może Ci się spodobać